Panie Edwardzie: Babia Góra żegna…
Udał się w inne, bardzo dalekie od Polski góry, aby tam znaleźć wieczną ojczyznę i możliwość wędrowania po niebieskich szlakach… Dzięki Jego ratowniczemu trudowi oraz poświęceniu wielu turystom udało się wychodzić z pogodowej i terenowej opresji zgotowanej nie tylko przez „Królową Beskidów”. Najczęściej ratownik Grupy Beskidzkiej GOPR i zasłużony przewodnik EDWARD HUDZIAK spieszył z pomocą ludziom niefrasobliwie traktującym przyrodę Beskidów oraz ich naturalne niebezpieczeństwa.
Od bardzo wielu lat związany nie tylko z polskimi szczytami jako ratownik górski, zasłynął szczególnie łącząc trudną sztukę ochraniania turystów z przyjmowaniem ich pod zawsze gościnnym dachem Markowych Szczawin. Dobrze pamięta Go jeszcze stare, zapałowiczowskie schronisko, gdy spogląda z okien osławionej GOPR-ówki na wiekowe, poczciwe, drewniane wnętrza. W co dopiero otwartym nowym obiekcie na Markowych został jego pierwszym dzierżawcą.
Trudne bywają losy niektórych ratowników GOPR Grupy Beskidzkiej Wiele lat temu zginął inny zasłużony dla beskidzkich turystów i turystyki, a szczególnie dla Babiej i Markowych Szczawin – Zbyszek Urbański. Treścią życia Edwarda i Zbyszka były góry i praca na rzecz ludzi góry te odwiedzających. Praca nie taka jak w biurze, przez 8 godzin, ale ciężka robota najszerzej rozumiana jako poświęcenie totalne, którego sens prawdziwy potrafią jedynie docenić inni ratownicy.
Babia Góra, Markowe Szczawiny a przede wszystkim rzesze turystów zawsze będą pamiętały o Edwardzie Hudziaku. Jego cieple wewnętrznym i rzetelności, zdecydowaniu i konsekwencji w działaniu, ogromnej górskiej wiedzy i doświadczeniu. Miałem szczęście i ja być przez ładnych kilka lat tego świadkiem.
ANDRZEJ MATUSZCZYK z Krakowa, 2 lutego 2011




Zostaw komentarzy