Czesław Zontek… legenda turystyki
Odchodzą… Tylko i coraz częściej odchodzą… W niedługim czasie po innym człowieku gór Edwardzie Hudziaku na przysłowiowe niebieskie ścieżki los i Opatrzność odwołały śp. CZESŁAWA ZONTKA, prawdziwą legendę górskiej turystyki w Beskidzie Śląskim. Był osobą – ba osobowością, do której nie tylko zmierzały wciąż ku Szyndzielni tysiące turystów górskich. Był przede wszystkim wychowawcą godnych następców na swojej trudnej, ale wdzięcznej posłudze górom i ludziom. Córka Aniela wraz z małżonkiem z wielkim zaangażowaniem kontynuują dzieło Czesława. Dzieło, którego Imię będzie funkcjonować w tych murach na zawsze.
Co po nich pozostaje: zdjęcia, wpisy do książek, trochę osobistych pamiątek? No nie tylko, chociaż, gdy ktoś odejdzie, takie pamiątki ceni się wręcz jak relikwie. Od Państwa Zontków mam np. piękny, okolicznościowy adres nad swoim biurkiem w domu a od kwietnia 2010 roku odręczną dedykację Czesława – w czym – oczywiście w książeczce o jubileuszu Szyndzielni.
Moje turystyczne koleje losu (choć tak naprawdę Beskid Śląski nigdy nie był dla mnie często uczęszczanym rejonem Karpat) – blisko i często bywały obok pana Czesława. W październiku 1998 roku wraz z Heniem Kurkiem byli jednymi ze specjalnych gości mojego 40-lecia kontaktów z górami w Suchej Beskidzkiej. W marcu 2010 roku, gdy po prawie 40 latach opuszczałem Komisję Turystyki Górskiej ZG PTTK – właśnie w gościnnych i sędziwych murach Szyndzielni, serdecznie mogłem porozmawiać (niestety tylko telefonicznie) z drogim mi panem Czesławem.
Popatrzmy po obecnych schroniskach i ich kadrze. To w większości ludzie anonimowi, którzy niczym się nie wyróżniają. Przychodzą, często jeszcze szybciej odchodzą, a jeżeli nie pamięta się o kogo konkretnie chodziło, to jeszcze nie najgorsza z możliwych sytuacji. Często bowiem przynoszą wstyd lub niesławę naszemu Towarzystwu. A tymczasem życie pędzi sobie coraz szybciej. Coraz więcej otacza nas spraw, coraz mniej konkretów, za to bardzo dużo bylejakości.
A z nielicznej już grupy pracujących w polskich górach weteranów ubył nam kolejny…
Andrzej Matuszczyk, Kraków, 24 marca 2011




Zostaw komentarzy